Culture

AI MIAŁO BYĆ PRZYSZŁOŚCIĄ, A WRACAMY DO PRZESZŁOŚCI

Wszystko można już wygenerować. Więc znowu chcemy ludzi

AI miało dać nam supermoce.

Dostaliśmy narzędzie, które potrafi wygenerować obraz, film, muzykę, tekst, projekt, kampanię reklamową i właściwie wszystko, co jesteśmy w stanie opisać kilkoma zdaniami.

I co zrobiliśmy?

Zaczęliśmy produkować tony gówna.

Idealnie oświetlonego, perfekcyjnie wykadrowanego, „cinematic”, ultra-realistic, 8K i kompletnie pozbawionego charakteru.

To nie AI zabiło kreatywność.

Zrobili to ludzie, którzy dostali do ręki świetny miecz i postanowili nim odrąbać sobie własną głowę.

Wystarczy wpisać prompt

Kiedyś stworzenie dobrej ilustracji wymagało ilustratora.

Dobre zdjęcie wymagało fotografa.

Film wymagał ekipy.

Animacja wymagała czasu.

Pomysł trzeba było najpierw mieć.

Dzisiaj wystarczy wpisać:

„fashion campaign, cinematic lighting, futuristic editorial, luxury aesthetic”

Enter.

Gotowe.

Jeszcze jedno.

Enter.

Gotowe.

I nagle internet jest pełen kampanii, które wyglądają jak jedna wielka reklama perfum wyprodukowana przez tę samą osobę.

Wszystko jest piękne.

Wszystko jest dopracowane.

Wszystko jest… takie samo.

Problemem nie jest AI

AI jest zajebistym narzędziem.

Naprawdę.

Może zrobić rzeczy, które jeszcze niedawno wymagały całej ekipy i dużego budżetu. Może pomóc komuś eksperymentować, szybciej prototypować, sprawdzać pomysły i wizualizować rzeczy, których wcześniej nie dało się łatwo pokazać.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy człowiek przestaje być autorem, a zaczyna być tylko operatorem promptu.

I wtedy kreatywność zostaje sprowadzona do:

„Napiszę coś, zobaczymy, co wypluje.”

To nie jest proces twórczy.

To jest automat z przekąskami.

Wrzucasz prompt.

Wypada obrazek.

I nagle niedoskonałość stała się luksusem

Dlatego tak ciekawie wyglądają rzeczy, które robią teraz marki takie jak GAP, Chanel, Tekla, Diptyque czy Hermès.

GAP przy współpracy z Sandy Liang postawił na ręcznie rysowaną animację Annie Choi.

Chanel wykorzystał ilustracyjną animację przy komunikacji pierwszej kolekcji Matthieu Blazy’ego.

Tekla stworzyła A Dog Called Texas, zamiast po prostu zrobić kolejną ładną reklamę produktu.

Hermès konsekwentnie korzysta z ilustratorów i animacji tworzonych przez ludzi.

To nie wygląda jak próba wygrania wyścigu technologicznego.

I właśnie dlatego przyciąga uwagę.

Bo człowiek zostawia ślad

Spójrz na ręcznie narysowaną ilustrację.

Widzisz kreskę.

Widzisz ruch ręki.

Czasami widzisz błąd.

Widzisz decyzję.

Możesz nie lubić tego stylu, ale przynajmniej wiesz, że ktoś coś chciał zrobić.

I to jest dzisiaj zaskakująco ważne.

Bo AI potrafi naśladować praktycznie każdy styl.

Może zrobić coś, co wygląda jak fotografia.

Jak obraz.

Jak plakat.

Jak VHS.

Jak zdjęcie z kliszy.

Jak rysunek dziecka.

Jak kampania z lat 90.

Jak wszystko.

Tylko że „jak coś” to nie jest to samo co „dlaczego”.

Największy problem? Zaczęliśmy bać się własnego gustu

Kiedy korzystasz z AI jako narzędzia, nadal musisz wiedzieć, czego chcesz.

Musisz mieć pomysł.

Musisz umieć odrzucić 99 rzeczy, które są przeciętne.

Musisz wiedzieć, dlaczego jedna wersja działa, a druga nie.

Tymczasem ogromna część internetowego AI-contentu wygląda tak, jakby ktoś zaakceptował pierwszy wynik, który nie miał sześciu palców.

„Ale przecież wygląda dobrze.”

No właśnie.

Wygląda dobrze.

I co z tego?

Dlatego ręcznie robione rzeczy wracają

Nie dlatego, że nagle wszyscy znienawidzili technologię.

Tylko dlatego, że jesteśmy nią zwyczajnie przejedzeni.

Po setkach idealnych twarzy zaczynamy zwracać uwagę na zmarszczkę.

Po perfekcyjnych renderach interesuje nas prawdziwy materiał.

Po cyfrowej ilustracji chcemy zobaczyć ołówek.

Po generowanym zdjęciu chcemy zobaczyć fotografię.

Po nieskończonej liczbie możliwości chcemy zobaczyć jedną konkretną decyzję człowieka.

I to jest chyba największy paradoks AI

Dostaliśmy technologię, która pozwala zrobić prawie wszystko.

A jej najbardziej interesującym skutkiem może być to, że zaczynamy bardziej doceniać rzeczy, których nie zrobiła.

Ręcznie narysowaną ilustrację.

Zdjęcie z kliszy.

Źle wydrukowany plakat.

Mebel z widocznymi śladami pracy.

Ubranie, którego nie da się idealnie powtórzyć.

Muzykę nagraną na taśmie.

Rzeczy, które mają charakter właśnie dlatego, że nie są perfekcyjne.

AI nie zabije kreatywności

Kreatywność zabija lenistwo.

AI tylko dało leniwym ludziom narzędzie, dzięki któremu mogą produkować swoje lenistwo szybciej niż kiedykolwiek wcześniej.

I to jest największy absurd całej tej historii.

Mieliśmy dostać supernarzędzie do tworzenia.

Zrobiliśmy z niego maszynę do produkowania przeciętności.

A teraz zaczynamy tęsknić za czymś tak banalnym jak ludzki ślad.

Może więc przyszłość nie będzie należała do tych, którzy najlepiej piszą prompty.

Może będzie należała do tych, którzy nadal mają coś własnego do powiedzenia.

Fotoziomek - podpis autora

DOBRE RZECZY IDĄ DALEJ

SIADŁO?
PODAJ DALEJ.

Znasz kogoś, kogo też to kręci? Podeślij mu ten tekst.