Culture

POWOLNA ŚMIERĆ KOLOROWEGO ŚWIATA

Samochody są szare, domy antracytowe, wnętrza beżowe, a elektronika czarna albo srebrna. To tylko nostalgia czy naprawdę powoli usuwamy kolor ze świata?

Rozejrzyj się.

Nie po Instagramie. Naprawdę.

Wyjdź na parking. Przejdź się po nowym osiedlu. Wejdź do sklepu z elektroniką. Zobacz nowe kuchnie, łazienki, biura, kawiarnie. Popatrz na ludzi w galerii handlowej.

Szary. Czarny. Biały. Beżowy. Antracyt.

Jeśli zaszalejemy, pojawi się oliwkowy.

Ale spokojnie. Przygaszony.

Żeby nikogo nie przestraszyć.

I można byłoby całą tę historię wrzucić do szuflady podpisanej „kolejny czterdziestolatek twierdzi, że kiedyś było lepiej”, gdyby nie jeden drobny problem.

Dane sugerują, że naprawdę zrobiliśmy się bardziej szarzy.

Science Museum Group zrobiło kilka lat temu bardzo ciekawy eksperyment. Badacze wykorzystali computer vision do przeanalizowania zdjęć 7083 przedmiotów z muzealnych kolekcji: telefonów, sprzętu domowego, urządzeń, aparatów i przedmiotów codziennego użytku.

Sprawdzili, jak ich kolorystyka zmieniała się w czasie.

Najbardziej widoczny trend?

Wzrost udziału szarości.

Jednocześnie malał udział brązów i żółci. Autorzy częściowo wiążą to ze zmianą materiałów. Drewno było wypierane przez metal i plastik. Zauważyli również, że mocno nasycone kolory stają się wyraźniej obecne od lat 60. 

Oczywiście nie jest to spis wszystkich rzeczy wyprodukowanych przez ludzkość. Kolekcja muzealna ma swoje ograniczenia i sami autorzy o nich piszą.

Ale wynik jest fascynujący.

Bo kiedy przyjrzeli się osobno telefonom, okazało się, że modele z lat 60., 70. i 80. występowały w znacznie szerszej gamie kolorystycznej, a proces ich „szarzenia” stał się widoczny pod koniec lat 80. 

Czyli zanim ktoś wymyślił „sad beige aesthetic”, przedmioty już powoli traciły kolor.

A potem przyszliśmy my i powiedzieliśmy:

poproszę greige.

NAJPIERW ZABILIŚMY KOLOR NA PARKINGU

Tutaj nie trzeba nawet interpretować zdjęć.

Axalta od dekad bada kolory samochodów. W globalnym raporcie za 2025 rok 29% nowych samochodów było białych, 23% czarnych, a 22% szarych.

Razem:

74 PROCENT.

Trzy czwarte nowych samochodów na świecie mieści się więc w palecie, którą można nazwać:

„drukarka nie ma kolorowego tuszu”.

Najpopularniejszy faktyczny kolor?

Niebieski.

Całe 6%.

Czerwony 3%. Zielony 3%. 

Europa radzi sobie równie dobrze w konkursie na najbardziej ponury parking. Szary, biały i czarny odpowiadają łącznie za 73% nowych samochodów. 

Brytyjczycy osiągnęli dodatkowy poziom. W 2025 roku szary był najpopularniejszym kolorem nowych samochodów ósmy rok z rzędu. 

Wyobraź sobie parking w 2040 roku.

Pięćset samochodów.

Każdy wygląda jak mysz bez osobowości.

A PRZECIEŻ KIEDYŚ EPOKI MIAŁY KOLOR

I tutaj zaczyna się dla mnie znacznie ciekawsza historia.

Bo nie chodzi nawet o to, czy lata 70. były obiektywnie bardziej kolorowe od 2026 roku.

Chodzi o to, że potrafimy je zobaczyć.

LATA 50.

Pastele. Chrom. Dinery. Neony. Amerykański optymizm przyszłości wyglądający trochę jak lodówka skrzyżowana z rakietą kosmiczną.

LATA 60.

Pop-art. Space Age. Plastik. Psychodelia. Pomarańcz. Żółty. Zieleń. Geometryczne wzory.

LATA 70.

Musztarda.

Awokado.

Brąz.

Pomarańcz.

Drewno.

Tapety, na które dzisiejszy minimalista potrzebowałby okularów przeciwsłonecznych.

I właśnie dlatego pamiętamy tę dekadę.

LATA 80.

Neony. Turkus. Róż. Fiolet. Geometryczne wzory. Plastik.

I oczywiście Memphis.

Grupa Memphis powstała w Mediolanie w 1981 roku wokół Ettore Sottsassa i stała się jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli postmodernistycznego designu. Intensywne kolory, laminaty, geometria, wzory i świadome odrzucenie modernistycznej powagi były właściwie programem całego ruchu. 

Subtelne?

Absolutnie nie.

Zapamiętywalne?

Spróbuj pomylić regał Memphis z czymkolwiek innym.

POTEM PRZYSZŁY LATA 90. I POWIEDZIAŁY: A MOŻE WSZYSTKO BĘDZIE PRZEZROCZYSTE?

Game Boy.

Nintendo 64.

Telefony.

Budzik.

Telefon stacjonarny.

Jeśli dało się zrobić coś z półprzezroczystego plastiku, ktoś to zrobił.

A potem w 1998 roku pojawił się iMac G3.

Komputer, który zamiast wyglądać jak wyposażenie urzędu, wyglądał jak przedmiot, którego chciałeś dotknąć.

Technologia potrafiła być niebieska, pomarańczowa, zielona, różowa.

Później mieliśmy kolorowe Nokie.

Game Boy Color.

iPody mini.

iPody nano.

Elektronika nie miała tylko wykonywać swojego zadania.

Mogła jeszcze mieć charakter.

Science Museum Group zauważyło zresztą coś ciekawego: wiele spośród najbardziej kolorowych obiektów w analizowanej kolekcji pochodziło z lat 80., w tym gry komputerowe i planszowe. 

A POTEM KTOŚ ODKRYŁ ALUMINIUM

I zaczęło się.

Technologia miała być premium.

A premium najwyraźniej nie może być zielone.

Premium jest srebrne.

Albo czarne.

Ewentualnie białe.

Telefon stał się czarnym prostokątem.

Laptop srebrnym prostokątem.

Telewizor czarnym prostokątem.

Router białym prostokątem.

I nawet jeśli wewnątrz tych prostokątów wydarzyła się technologiczna rewolucja, na zewnątrz rozpoczęła się gigantyczna standaryzacja.

Co ciekawe, analiza Science Museum dochodzi do podobnego wniosku nie tylko w kwestii koloru. Badacze zauważyli, że nowsze przedmioty z ich zbioru częściej grupują się również wokół prostych, pudełkowatych kształtów. 

Świat zrobił się więc nie tylko bardziej szary.

Zrobił się też trochę bardziej prostokątny.

DOM MUSI PASOWAĆ DO SAMOCHODU

Jedziemy na przedmieścia.

Nowe osiedle.

Dom.

Biała elewacja.

Grafitowy dach.

Antracytowe okna.

Antracytowa brama.

Antracytowe ogrodzenie.

Szara kostka.

Szary SUV przed domem.

Gratulacje.

Właśnie zbudowałeś najbardziej unikalny dom spośród pozostałych 46 identycznych domów na ulicy.

I znowu: można się z tego śmiać, ale zjawisko zainteresowało również naukowców.

Ralf Weber z Technische Universität Dresden opublikował pracę pod bardzo wymownym tytułem:

„Monochromatic design in a polychrome world. Why our cities have become increasingly gray”.

Weber zwraca uwagę, że mimo fundamentalnego znaczenia koloru dla naszego odbioru otoczenia, we współczesnym projektowaniu architektonicznym kolor bywa traktowany jako element drugorzędny wobec formy. 

Czyli tak.

Naukowcy również zauważyli, że nasze miasta szarzeją.

To nie jest tylko rolka z Instagrama.

W ŚRODKU OCZYWIŚCIE BEŻ

Wchodzimy do domu.

I tu robi się spokojniej.

Znacznie spokojniej.

Tak spokojnie, że zaczynasz sprawdzać puls.

Ściana: greige.

Kanapa: beige.

Dywan: oatmeal.

Zasłony: sand.

Fotel: taupe.

Kuchnia: warm white.

Na stole stoi wazon w kolorze czegoś, co producent prawdopodobnie nazwał „natural stone”.

Wazon jest pusty.

Bo kwiaty miały kolory.

W 2025 roku Pantone wybrało na kolor roku Mocha Mousse, czyli ciepły brąz. Sam Pantone opisywał go przez komfort, harmonię, wyrafinowanie i subtelną elegancję. 

I absolutnie nie ma nic złego w brązie.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy cały świat chce być „timeless”.

NAJGORSZE, ŻE ZROBILIŚMY TO DZIECIOM

Wyobraź sobie:

pokój dziecka, 1995.

Kolorowe klocki.

Czerwona ciężarówka.

Niebieska szafa.

Żółta lampka.

Pościel w dinozaury.

Dywan przedstawiający miasto.

Estetyczny chaos.

Fantastycznie.

A teraz Instagramowy pokój dziecięcy.

Drewniane łóżeczko.

Drewniane klocki.

Drewniana tęcza.

Beżowy królik.

Kremowy dywan.

Lniany baldachim.

Pięć drewnianych kulek w kolorach pustyni.

Nawet tęcza jest beżowa.

Tęcza.

Przedmiot, którego podstawową cechą jest posiadanie kolorów.

I tutaj uczciwie: nie istnieje światowy rejestr beżowych królików, więc nie będę udawał, że mamy twarde dane podobne do rynku samochodowego.

Ale „sad beige” nie wzięło się z próżni. Jest kulturową reakcją na konkretną estetykę neutralnych wnętrz, ubrań i produktów dziecięcych.

Doszliśmy do momentu, w którym dziecko nie zawsze dostaje pokój pasujący do siebie.

Dostaje pokój pasujący do salonu rodziców.

MARKI TEŻ POSZŁY NA TERAPIĘ Z KOLORU

A teraz popatrz na logotypy.

Nie bez powodu internet od lat śmieje się z „blandingu”.

Upraszczanie identyfikacji ma oczywiście bardzo racjonalne podstawy. Logo musi działać na zegarku.

Na telefonie.

W aplikacji.

Na faviconie.

Na ekranie samochodu.

Na avatarze.

Więc upraszczamy.

Potem upraszczamy uproszczenie.

A potem jeszcze trochę.

I nagle połowa firm wygląda jak startup sprzedający ubezpieczenia innym startupom.

Badanie opublikowane w 2026 roku w Frontiers in Communication, obejmujące marki z Best Global Brands oraz hiszpańskiego IBEX 35, pokazało dominację podobnego języka wizualnego. 65,3% analizowanych identyfikacji wykorzystywało kroje sans-serif, a w przypadku marek globalnych było to 70%. Autorzy wskazują też na tendencję globalnych marek do symetrii, geometrycznych form, uproszczonych identyfikacji i ograniczonych palet. 

Każda z tych decyzji osobno ma sens.

Razem zaczynają tworzyć świat, w którym wszyscy mówią podobnym językiem.

I TU DOCHODZIMY DO PRAWDZIWEGO PROBLEMU

Nie chodzi o szary.

Szary nic mi nie zrobił.

Beżowy też jest niewinny.

Problemem jest coś innego.

WSZYSCY CHCEMY BYĆ PONADCZASOWI.

Samochód musi mieć kolor, który łatwo odsprzedać.

Mieszkanie musi spodobać się przyszłemu kupującemu.

Kuchnia ma być ponadczasowa.

Logo ma być ponadczasowe.

Płaszcz ma być ponadczasowy.

Telefon ma wyglądać premium.

Hotel ma być elegancki.

Restauracja instagramowalna.

Produkt minimalistyczny.

I każda z tych decyzji pojedynczo ma sens.

Problem pojawia się, kiedy podejmujemy je wszystkie jednocześnie.

Bo jeśli milion projektantów, producentów i konsumentów wybiera rozwiązanie najmniej ryzykowne, dostajemy świat, który może być bardzo estetyczny.

Ale jest również bardzo przewidywalny.

KIEDYŚ DEKADY WYGLĄDAŁY JAK DEKADY

I chyba właśnie tego najbardziej mi brakuje.

Nie koloru jako takiego.

Charakteru.

Memphis jest dziś absurdalnie osadzone w latach 80.

I właśnie dlatego jest fantastyczne.

iMac G3 wygląda jak produkt końcówki lat 90.

Fantastycznie.

Pomarańczowa kuchnia wygląda jak lata 70.

Fantastycznie.

Nokia 5110 wygląda jak Nokia 5110.

Fiat Multipla wygląda jak Fiat Multipla.

Nie wszystko było piękne.

Ale przynajmniej coś próbowało powiedzieć.

A dzisiaj?

Spróbuj wyobrazić sobie rok 2026 bez używania ekranów i aplikacji.

Jaki przedmiot jest jego symbolem?

Jaki mebel?

Jaki samochód?

Jaka architektura?

Jaki wzór?

Jaka paleta?

Co za 30 lat zobaczymy w filmie i bez sprawdzania daty powiemy:

„Tak. To zdecydowanie były lata 20.”

Może właśnie antracytowy dom, szary SUV i beżowy salon.

I byłoby to nawet zabawne.

Gdyby nie było trochę smutne.

BO NASZE CZASY TEŻ MAJĄ ESTETYKĘ

Tylko chyba długo nie chcieliśmy się do niej przyznać.

Minimalizm.

Neutralność.

Gładkie powierzchnie.

Zaokrąglone prostokąty.

Sans-serif.

Jasne drewno.

Beton.

Biel.

Czerń.

Beż.

Szarość.

To jest estetyka naszych czasów.

I być może historyk designu w 2055 roku będzie patrzył na nasze mieszkania dokładnie tak, jak my patrzymy dziś na zieloną łazienkę z 1974 roku.

Tylko zamiast pytać:

„Dlaczego wszystko było zielone?”

zapyta:

„Dlaczego oni tak bardzo bali się koloru?”

ALE CHYBA MAMY JUŻ TEGO DOSYĆ

I tutaj pojawia się mały plot twist.

Kolor zaczyna wracać.

W Wielkiej Brytanii liczba nowych zielonych samochodów wzrosła w 2025 roku aż o 46,3%, osiągając najwyższy poziom od dwóch dekad. 

Prognozy kolorystyczne WGSN na sezon 2026/27 mówią już nie tylko o stabilności, ale również o potrzebie ekscytacji, zmiany i przełamywania dotychczasowych schematów. 

W designie i wnętrzach coraz częściej pojawia się zmęczenie chłodną szarością i sterylnym minimalizmem. Wracają głębsze kolory, wzory, indywidualizm i wnętrza, które nie próbują wyglądać jak wizualizacja mieszkania przygotowanego do sprzedaży.

Może więc wahadło właśnie zaczyna wracać.

Ale może też nie o kolor chodzi tutaj najbardziej.

MOŻE WIĘC NIE CHODZI O KOLOR

Może za trzydzieści lat okaże się, że przesadzaliśmy.

Że lata 20. miały własny styl, tylko byliśmy zbyt blisko, żeby go zauważyć.

Ale dzisiaj mam wrażenie, że wydarzyło się coś dziwnego.

Przez dekady projektowaliśmy rzeczy, które miały być nowe.

Potem zaczęliśmy projektować rzeczy, które miały być ładne.

A w końcu zaczęliśmy projektować rzeczy, które miały być bezpieczne.

Samochód, który nikogo nie odrzuci.

Dom, który spodoba się przyszłemu kupującemu.

Wnętrze, które się nie zestarzeje.

Logo, które nie będzie przeszkadzało.

Ubranie pasujące do wszystkiego.

Produkt, którego wyglądu nie trzeba tłumaczyć.

I być może właśnie dlatego coraz trudniej znaleźć rzeczy, które za trzydzieści lat będą emblematami naszych czasów.

Bo emblematy nigdy nie były bezpieczne.

Memphis nie było bezpieczne.

Pomarańczowa kuchnia nie była bezpieczna.

iMac G3 nie był bezpieczny.

Pierwszy Fiat Multipla zdecydowanie nie był bezpieczny.

Niektóre z tych rzeczy były piękne. Inne dziwne. Jeszcze inne zwyczajnie brzydkie.

Ale miały jedną wspólną cechę.

Ktoś podjął decyzję.

Nie próbował stworzyć czegoś, co spodoba się wszystkim.

Stworzył coś, co wyglądało jak swoje czasy.

I może właśnie tego dzisiaj najbardziej nam brakuje.

Nie większej liczby czerwonych samochodów.

Nie pomarańczowych kuchni.

Nie tęczowych komputerów.

Odwagi, żeby nasze czasy wyglądały jak nasze czasy.

Bo najgorsze, co możemy zostawić po latach 20., to nie szary świat.

Tylko świat, którego nikt nie będzie potrafił sobie przypomnieć.

Fotoziomek - podpis autora

DOBRE RZECZY IDĄ DALEJ

SIADŁO?
PODAJ DALEJ.

Znasz kogoś, kogo też to kręci? Podeślij mu ten tekst.