Running

CZY TYP W KOLEJCE PO BUŁKI WŁAŚNIE PRZEBIEGŁ 20 KILOMETRÓW?

Idziesz rano do piekarni. Przed Tobą stoi typ w świetnych ciuchach do biegania. Dobre buty, szerokie spodenki, techniczna koszulka, może jakaś czapka. Wygląda, jakby właśnie wrócił z treningu.

Idziesz rano do piekarni. Przed Tobą stoi typ w świetnych ciuchach do biegania. Dobre buty, szerokie spodenki, techniczna koszulka, może jakaś czapka. Wygląda, jakby właśnie wrócił z treningu.

Ale równie dobrze mógł po prostu wyjść po bułki.

I właśnie to jest w tym wszystkim najlepsze.

Może zrobił przed chwilą dwadzieścia kilometrów. Może przebiegł tylko trzy. Może nie biega wcale i po prostu lubi dobrze wyglądać. Nie wiesz. I nie musisz wiedzieć.

Jaram się tym, że bieganie zaczęło wyglądać jak część normalnego miejskiego życia, a nie osobna dyscyplina, do której trzeba się specjalnie przebrać.

Techniczne, ale nie nudne

Od zawsze jarała mnie moda miejska. Ciuchy, które mają funkcję, ale nie kończą się na funkcji. Rzeczy, które dobrze leżą, mają odpowiedni krój, kolor, materiał i charakter.

Dlatego podoba mi się, że ubrania biegowe nie muszą już wyglądać jak przypadkowy zestaw do odhaczania kilometrów.

Mogą być techniczne i jednocześnie zajebiście wyglądać. Mogą działać podczas treningu, ale też normalnie funkcjonować na ulicy. Możesz w nich pobiec, pójść po kawę, spotkać się ze znajomymi albo właśnie wyskoczyć po bułki.

I nie musisz za każdym razem tłumaczyć, co robiłeś wcześniej.

To jest dla mnie bardzo miejskie. Ubranie nie mówi wszystkiego wprost, ale daje jakiś sygnał. Może jesteś biegaczem. Może interesujesz się modą. Może po prostu znalazłeś rzeczy, które dobrze pasują do Twojego życia.

A może wszystko naraz.

Street culture przyjęło biegaczy

Przez długi czas bieganie wydawało mi się trochę obok tego całego świata. Było bardziej samotne, praktyczne i skupione na wyniku. Kilometry, tempo, zegarek, plan treningowy.

Tymczasem street culture od zawsze brało sport na serio, ale nigdy nie kończyło się na samym sporcie.

Deskorolka miała swoje ubrania, muzykę i miejsca. Koszykówka miała swoje marki i sylwetki. Piłka nożna, BMX, boks — wszystko to budowało wokół siebie określony klimat.

Bieganie też zaczęło go budować.

Są run cluby. Są lokalne kawiarnie i piekarnie. Są zawody, wyjazdy, muzyka, zdjęcia i spotkania po treningu. Czasami jest pizza. Czasami rozmowa, która trwa dłużej niż sam bieg.

Nagle okazuje się, że nie chodzi tylko o to, żeby pobiegać. Chodzi też o to, żeby mieć gdzie wrócić, z kim się spotkać i do czego należeć.

I bardzo dobrze.

Nie każdy musi wyglądać jak zawodnik

Podoba mi się, że running culture nie próbuje już udawać, że istnieje tylko jeden typ biegacza.

Nie każdy musi wyglądać jak zawodnik przygotowujący się do maratonu. Nie każdy musi biegać szybko. Nie każdy musi mieć ten sam zegarek, te same buty i ten sam cel.

Możesz być osobą, która trenuje pięć razy w tygodniu. Możesz być osobą, która dopiero zaczyna. Możesz biegać dla wyniku, dla głowy, dla ludzi albo dlatego, że po prostu dobrze Ci robi wyjście z domu.

A przy okazji możesz lubić dobre ciuchy.

Nie widzę w tym żadnej sprzeczności.

Wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że właśnie takie połączenia są najciekawsze. Sport i moda. Funkcja i wygląd. Samotny trening i społeczność. Wynik i cała historia, która dzieje się obok niego.

I jest fajniusio

Nie chodzi o to, żeby z biegania zrobić kolejną sesję zdjęciową. Nie chodzi też o to, żeby outfit był ważniejszy niż sam trening.

Ale nie będę udawał, że estetyka nie ma znaczenia.

Ma.

Fajne rzeczy mogą sprawić, że chce Ci się wyjść. Dobrze wyglądające miejsce może sprawić, że chcesz do niego wrócić. Run club może być początkiem znajomości. Kawa po biegu może okazać się ważniejsza niż tempo z aplikacji.

I właśnie dlatego cieszy mnie, że street culture przyjęło biegaczy do siebie.

Bez wielkiego pytania, czy wolno. Bez sprawdzania, kto ma najlepszy wynik. Po prostu: chodźcie, jest miejsce.

Może running culture jest kolejną odnogą street culture. Może po czasie stanie się czymś zupełnie własnym.

Na razie wystarczy mi to, że idę do piekarni i nie wiem, czy typ przede mną właśnie zrobił dwadzieścia kilometrów, czy tylko wyszedł po bułki.

Techniczne ciuchy, które dobrze wyglądają. Sport, który ma własny język. Ludzie, którzy spotykają się nie tylko po to, żeby biegać.

Fajniusio.

Fotoziomek - podpis autora

DOBRE RZECZY IDĄ DALEJ

SIADŁO?
PODAJ DALEJ.

Znasz kogoś, kogo też to kręci? Podeślij mu ten tekst.